Noelia Castillo Ramos, sparaliżowana, cierpiąca na przewlekły ból i depresję, po serii gwałtów i nieudanej próbie samobójczej, 26 marca 2026 roku poddała się eutanazji, jako najmłodsza osoba w historii Hiszpanii.
“Nie chcę być dla nikogo wzorem. Nie chcę, żeby ktokolwiek podążał moimi śladami. Nie chciałam, żeby ludzie pytali, jak wygląda ten proces. Uważam, że moje życie należy do mnie i nie sądzę, by było wzorem czegokolwiek, ani dobrym, ani złym, po prostu jest moje.”
Ostatni dzień i ostatnie słowa
Trudno znaleźć słowa by opowiadać historię Noelii. Jeszcze trudniej próbować rozumieć sytuację w jakiej znalazła się ona i jej rodzina. Kruchość i delikatność, tak najlepiej można ją chyba opisać. I jeszcze: silna wola i determinacja w walce o to, by w życiu wygrać chociaż walkę o własną śmierć.
Wniosek Noelii o śmierć wspomaganą, który wygrała już w 2024 roku, został zablokowany przez jej ojca i ultrakatolicki lobbing prawny na 601 dni. Przeszedł przez pięć instancji sądowych, od barcelońskiego sądu po Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu. Ostatecznie Noelia Castillo Ramos otrzymała zgodę na bezpieczną śmierć, a datę eutanazji wyznaczono na 26. marca 2026 roku.
Na dzień przed śmiercią, 25. Marca 2026 roku, Noelia udzieliła jedynego publicznego wywiadu dla programu „Y ahora Sonsoles” na Antena 3. Rozmowa trwała ok. 30 minut i stała się jednym z najczęściej komentowanych materiałów medialnych w Hiszpanii. Dziennikarze towarzyszyli Noelii i jej rodzinie w ostatnich dniach. Ponieważ jednak materiał ten pozostawia wiele do życzenia jeśli chodzi o styl, wrażliwość i przypomina tabloidowy show,, trudno się go ogląda. Dziennikarze nie słuchają uważnie Noelii, sama formuła przypomina oglądanie meczu piłki nożnej.
Film jest jednak ważny ponieważ jest jednym z niewielu oryginalnych źródeł informacji o tym kim była, co myślała i jak czuła się Noelia. Poniżej zamieszczamy jej wypowiedzi Noelii, a niżej wypowiedzi jej babci i mamy, wyselekcjonowane z transkryptu tego programu.
Oto co mówiła Noelia:
NOELIA
Nie mam ochoty na nic. Ani na wychodzenie, ani na jedzenie, ani na robienie czegokolwiek. Po prostu nie jem. Spanie przychodzi mi bardzo trudno, mam bóle pleców i nóg. Zawsze czułam się samotna, bo nigdy nie czułam się rozumiana, nikt nigdy nie miał dla mnie empatii, zawsze miałam problemy z współżyciem z innymi.
Przed złożeniem wniosku o eutanazję postrzegałam mój świat, jako ciemność, widziałam swój koniec jako ciemność, nie miałam ani celów, ani planów na życie i nadal ich nie mam.
Dwie próby samobójcze z tabletkami, a potem mama zabrała mnie do pierwszego szpitala psychiatrycznego. Tam się okaleczałam przez cięcia, a potem wypiłam jakiś pojemnik z toksycznym środkiem czyszczącym, który wziełam z wózka sprzątającego. Potem przepłukano mi żołądek. W drugim szpitalu psychiatrycznym okaleczałam się dwa lub trzy razy i potem próbowałam się zabić dwa razy, ale okaleczenia to było coś stałego w moim życiu, rozumiecie? Nigdy, nigdy nie przestałam się okaleczać.
Po prostu nic mi się nie podoba, droga, którą podąża świat, rozumiecie? To znaczy, droga społeczeństwa, świata, rozumiecie? Nic mi się nie podoba i wolę zniknąć, bo jest coraz gorzej.
Mówili wiele nieprawdziwych rzeczy i całkowicie ignorują to, kim jestem i moją sytuację, na przykład mówili, że leżę przykuta do łóżka, a tak nie jest. Ja nie leżę przykuta do łóżka ani nic z tych rzeczy. Ja wstaję z łóżka. Myję się sama. Jak widzieliście, maluję się sama, organizuję się sama.
W końcu mi się udało i zobaczymy, czy w końcu będę mogła odpocząć, bo już nie mogę więcej. Nie mogę już więcej z tą rodziną, nie mogę już więcej z bólami, nie mogę już więcej ze wszystkim, co mnie dręczy.
I mój ojciec zaczął na mnie krzyczeć, że nie mam serca, że jestem bardzo zimna, że jestem pusta w środku, że nic nie czuję i nie cierpię, że nikogo nie kocham, że nie myślę o bólu innych, że nie mam żadnych bólów, że wszystko, co mówię, to kłamstwo, i że łzy, które płakałam, też były kłamstwem. Bardzo mnie to zraniło. Bardzo mnie zraniło wszystko, co mi powiedział.
Nie było warto. Mama zareagowała smutkiem, ale tata zareagował krzykiem.
(Kiedy mówi o domu ojca)
Dom był zawsze brudny, bo były tam szczury i karaluchy. Tata wychodził o siódmej, ósmej rano i nie wracał do trzeciej, czwartej w nocy pijany.
Tata widział, jak spadam, widział mnie w powietrzu, widział jak upadam i nie mógł nic zrobić. Ale po wszystkim, co zrobił, już nie czuję się z tym źle.
Nie chciał mnie słuchać, albo reagował mówiąc: „No cóż, oglądam mecz, porozmawiamy później albo jutro,” albo krzycząc na mnie: „Dla mnie już nie żyjesz. Już ze sobą nie rozmawiamy, już do ciebie nie mówię. Nie chcę o tobie więcej słyszeć.” Nie uszanował mojej decyzji i nigdy tego nie zrobi.
Chciał przepisać na moje nazwisko dom, który kupił, żeby móc dalej pobierać świadczenie na dziecko na utrzymaniu. On jako mój opiekun pobierał niewielką jego część. A teraz, po tym wszystkim, już nie chce przepisać domu na moje nazwisko ani zapłacić za pogrzeb.
Tata powiedział mi, że nie, że nie przyjdzie na eutanazję ani na pogrzeb, że nie chce więcej o mnie słyszeć, że dla niego już nie żyję.
Nie rozumiem ojca, który mówi, że nie chce stracić córki. Ale po prostu mnie nie słucha. Nie dzwoni do mnie. Nigdy do mnie nie dzwoni. Nigdy nie pisze. To ja do niego dzwonię częściej. Jedyne co robi, to przynosi mi jedzenie. To znaczy, po co chce żebym żyła? Po to, żeby trzymać mnie w szpitalu?
Ostatnie lata nie szły mi zbyt dobrze w życiu. Też nie zadawałam się z najlepszymi ludźmi. Brałam narkotyki. Rzuciłam leki. Byłam w szpitalach psychiatrycznych, nie miałam też prawdziwego domu. Moja rodzina nie jest razem.
Wzięłam swoje tabletki nasenne i zasnęłam. On wykorzystał mnie i następnego dnia powiedział mi o tym jak gdyby to była normalna rzecz. Spałam, czułam, że coś się dzieje, ale nie wiedziałam co i nie mogłam się ruszyć, bo spałam, półspałam, spałam. I następnego dnia powiedział mi o tym ze śmiechem.
Próbowali mnie wykorzystać seksualnie kilka miesięcy wcześniej w dyskotece. Dwóch, dwóch chłopaków, trzech chłopaków naraz. Niie, nie zgłosiłam tego na policję. To było trzy lub cztery dni przed tym, jak skoczyłam z balkonu.
Tak, mam OCD, znaczy BPD, borderline, zaburzenie osobowości z pogranicza. To są osoby skłonne do samobójstwa, osoby, które się okaleczają. Do tego problemy w kontaktach, a potem sytuacja rodzinna, która zamieniła się w kulę śniegową, coraz większą, coraz większą, coraz większą, coraz większą, aż w końcu ta kula śniegowa eksplodowała i ja już nie mogę więcej.
To był naprawdę szczęśliwy okres mojego życia. Tak, tak. Bardzo dobrze. Pamiętam, że jak byłam mała, mama przywoziła nas latem do domu babci. Przez te trzy miesiące wakacji szkolnych. Świetnie się bawiłyśmy, moja siostra i ja, moja młodsza siostra i ja. Po południu i wieczorami były typowe jarmarki ze straganami i czasem kupowałyśmy sobie różne rzeczy, albo same sprzedawałyśmy bransoletki, które robiłyśmy ze skorupek, z pomalowanych kamieni albo pomalowanych muszli. I wieczorami uwielbiałyśmy jeść kolację na tarasie u babci, na powietrzu.
I zaczęło się wszystko psuć, gdy poszłam do gimnazjum. Mniej więcej w drugiej klasie gimnazjum. Trzeciej. W trzeciej klasie. Kiedy mama nie mogła zapłacić za mieszkanie, bo je zarekwirowali, i musieliśmy przeprowadzić się do taty. W wieku 13 lat już były problemy, bo mama i tata się rozstali i mieli naprzemienną opiekę. Więc chodziliśmy do taty co drugi weekend i nie szło tam dobrze, bo musieliśmy siedzieć w barach i czekać, aż skończy pić do trzeciej, czwartej w nocy. A potem już były same trudności, ciemność, pustka.
Babcia [ze strony ojca] nigdy mnie nie kochała, znęcała się nade mną psychicznie i obrażała mnie.
Najpierw mnie uśpią, a potem podadzą zastrzyk. Tak, ale powiedziałam im, jak chcę, żeby to wyglądało. Chcę umrzeć ładnie. Zawsze myślałam, że chcę umrzeć pięknie. Założę, nie wiem, najładniejszą sukienkę, jaką mam, i zmaluję się. Coś prostego. W moim pokoju, bo to moja strefa komfortu, tam czuję się najbardziej bezpieczna. Mój mały dom. Powiedziałam, że rodzina jest zaproszona, żeby przyjść się pożegnać, ale nie wtedy, gdy będą mi dawać zastrzyk.
Nie, nie chcę nikogo w środku. Nie chcę, żeby ktokolwiek widział, jak zamykam oczy. Nawet mama. Mama powiedziała mi, że tak jak widziała moje narodziny, chce widzieć, jak zamykam oczka. I odpowiedź brzmi nie, nie chcę, żeby widziała, jak zamykam oczy. Nie, wolę, żebyśmy się pożegnały, a potem jeśli chce wejść, to może wejść, ale nie chcę, żeby widziała, jak zamykam oczy.
W środę wieczorem mama zostanie ze mną na noc w szpitalu. To będzie ostatnia noc. Nie, nie jestem nerwowa. [westchnienie] Nerwowa nie. Raczej czuję się bardziej wyzwolona, spokojna.
Nie chcę być dla nikogo przykładem, to po prostu moje życie i tyle.
Nie chcę być dla nikogo przykładem. Nie chcę, żeby ktokolwiek szedł w moje ślady. Nie chciałam, żeby ludzie pytali, jak wygląda ten proces albo dlaczego ktoś chce skorzystać z eutanazji i jak się to robi. I nie chcę, żeby o tym myśleli. Ja nie, ja nie wiem, uważam, że moje życie jest moje i nie sądzę, żebym była przykładem czegokolwiek, ani dobrego, ani złego. To po prostu jest moje życie.
[Oglądając album ze zdjęciami] Patrzcie, tu jak jem cały lód. Często oglądałam albumy. Uwielbiam przeglądać albumy ze zdjęciami. Jak byłam mała, Sheila i ja zwykłyśmy oglądać albumy, uwielbiałyśmy to, i domowe kasety wideo. Też je uwielbiałyśmy.
Patrzcie, to ze zdjęciami to jest to, które bardzo lubię. Patrzcie na ten koszyczek. I nie mogę pokazać więcej, bo jestem naga, maluję coś, co jest twoim obrazem. Chcę zdjęcie Wendy. Nie, chcę to zdjęcie i chcę też zdjęcie Wendy. Chcę też to. Postawię je w pokoju. Zostanę ze zdjęciem, z którego maluję twój obraz. Zdjęcie Wendy jako niemowlęcia w wieku 30 lub 40 dni i zdjęcie z pierwszego dnia szkoły w moim czerwonym fartuszku.
Chciałabym się dobrze pożegnać z babcią, zjeść z nią, gdyby było to możliwe. Jej krokiety są naprawdę pyszne. Nie lubię krokietów, lubię tylko jej krokiety.
Carmen, babcia od strony mamy
Będziemy razem i nie będziemy długo czekać. Nie zostajesz sama. Ja już ze względu na mój wiek i będziemy szczęśliwe. Zobaczysz. Bardzo szczęśliwe. No, rozchmurz się trochę i odpowiedz na pytania, dobrze? Eh, kochanie, kocham cię.
Babcia już wie wszystko, wszystko, wszystko, wszystko, wszystko. I jestem z tobą, serduszko. Wiesz, że kiedy już o tym porozmawiamy, że kiedyś zobaczymy się razem i będziemy razem. Kocham cię, moja dziewczynko. Pamiętasz jak byłaś tu malutka, że dałam ci cebulę do żucia i ugryzłaś ją, bo byłaś żarłoczna? Już, już. Mówię, na, na, jedz. I ugryzłaś tę cebulę. [śmiech] Ile rzeczy babcia ci robiła, eh. Eh, Noelia, ogarnij się, bo wychodzimy, nie? Ogarnij się, wychodzimy na ulicę. Tam zostajesz, eh? Pamiętasz?
Ona jest bardzo dzielna. Ja, słuchajcie, to co chcę jej dać, to pocałunek i uścisk mojej dziewczynce. Bardzo ją kocham.
Moja dziewczynko, [śmiech] zawsze będziemy razem, kochanie. Jest już zmęczona. Nie płacz za mną, moja dziewczynko, nie płacz, serduszko. Pamiętasz krokiety, które robiła babcia, eh? Że były takie pyszne.
MAMA (YOLANDA)

Dziś jestem zdruzgotana. Jest mi bardzo źle. Jestem zdruzgotana.
Dziś rano ojciec mojej córki znowu skrzywdził moją córkę. Powiedziałam mu, żeby poszedł do szpitala, bo skoro nie chce płacić za pogrzeb, a ma pieniądze… Dostał swój spadek, dostał odszkodowanie w wysokości ponad 60 000 euro i odmawia zapłacenia za pogrzeb swojej córki. Ten wielki chrześcijanin, ten z medaliczkami. Więc powiedziałam mu: „No to skoro jesteś jej opiekunem, płać. Widzisz? I idź do pracownika socjalnego.” I poszedł, i co zrobił? Poszedł i znowu skrzywdził moją córkę. Przeszedł przez jej pokój i powiedział jej: „Ty to zaczęłaś, ty to kończysz. Ty, Noelia, zaczęłaś. Ty kończysz i sama sobie radzisz z pogrzebem.” Czyli znowu skrzywdził moją córkę. Czego ten człowiek chce, skrzywdzić ją do samego końca?
Spadło mi ciśnienie, poczułam się źle, wymiotowałam, eh, bardzo mi było źle. Dzień jest okropny, dziś nie czuję się dobrze i dlatego opóźniłam wyjście do szpitala, żeby być z moją córką, i dlatego jestem teraz tutaj, ale potem pójdę spać z moją córką. Ale czuję się źle, to nie jest przyjemny dzień, zupełnie nie, myśleć, że zostało jej już tylko kilka godzin. To nie jest przyjemny dzień.
Moja mama mnie słuchała, wspierała mnie przez cały ten czas. Tak, zareagowała z bólem, smutkiem i tak dalej, ale mimo wszystko zawsze była po mojej stronie. Ja nie jestem za eutanazją, oczywiście że nie jestem za, ale zawsze będę przy niej do ostatniej chwili, dokąd tylko mi pozwoli. Spędzam z nią przez telefon dwie, trzy i cztery godziny dziennie. Mama przychodzi mnie odwiedzać raz w tygodniu i przyjeżdża transportem publicznym co tydzień.
Rozmawiałam przez telefon z moją córką i powiedziała mi, że już nie może, że tak i tak, że nie może już ze swoim życiem. Że ma dość. Płacząc, tłumaczyła mi, eh, jak się czuje. I zrobiliśmy wideorozmowę. Była [chrząknięcie] na poręczy balkonu, mówiła do mnie, że żegna się.
Modliłam się i myślałam, no, może ona w ostatniej chwili powie: „Żałuję.” Żeby już miała ochotę walczyć, ale już widzieliście wywiad. Ona nie chce, ona nie chce, ona nie chce żyć, bo sama to mówi. Po co, nie mam magicznej różdżki, żeby ją zatrzymać.
To nie tylko ogromny wysiłek, ale to jest bezwarunkowa miłość, bo nie wszyscy rodzice są na to przygotowani. Ona jest bardzo dzielna.
Słuchajcie, wytłumaczę wam. Podczas gdy byliśmy na nagraniu, byłam spokojna. Nie wiem czy dlatego, że byłam przy niej. Sama tego nie rozumiem, ale kiedy wczoraj obejrzałam to jako widz, jako widzka programu, po prostu się załamałam. Załamałam się, bo patrzyłam na moją córkę i mówiłam sobie: „Jak to możliwe?”, rozumiecie? I dziś, przez chwilę kiedy to oglądałam, mówiłam sobie: „Matko, ile cierpienia ma moja córka. Dlaczego moja córka tak bardzo cierpi?”
Muszę powiedzieć, że zaproponowałam mojej córce zrobienie regresji. Słuchałam psycholożki i to prawda, BPD ma bardzo bogatą historię, ma poczucie porzucenia, i ona to rzeczywiście miała ze strony niektórych członków rodziny. Bo poczucie porzucenia to jest dzwonienie co 15 czy 20 dni. Poczucie porzucenia to jest zostawianie jej w szpitalu.
W każdym razie ja rozmawiałam z moją córką przez wideorozmowę każdego dnia po dwie i pół godziny. Każdego dnia. Czasem 3 godziny, czasem cztery. Mogę sobie na to pozwolić, bo jestem też na zwolnieniu, ale też dlatego, że chcę, bo chcę być w kontakcie z moją córką. BPD potrzebuje dużo czułości, dużo miłości, nie potrzebuje krzyków. A właśnie to miała, to dostała ze strony wspomnianej osoby, krzyki, a ona potrzebuje czułości, dużo miłości.
Mogłabym opowiadać w nieskończoność o borderline. Więc skontaktowałam się z pewnym psychiatrą, którego znam. Jest tylko sześciu takich na całym świecie. Jeden jest w Stanach Zjednoczonych, a drugi jest tutaj w Blanes. I skontaktowałam się z nim, żeby zrobić regresję, bo regresji nie może robić byle jaki psychiatra, nie, nie, nie. Regresję dla osoby z BPD musi przeprowadzić psychiatra wyspecjalizowany w tej dziedzinie. I byłyśmy gotowe, moje dwie córki i ja, zapłacić za tę regresję, żeby głębiej zbadać sprawę, bo osoba z BPD też doznaje nadużyć jako dziecko lub nastolatek i chciałam to zbadać. Ale Noelia prawie powiedziała tak, ale potem się rozmyśliła i powiedziała: „Nie, mamo, bo nie chcę wiedzieć, co mi się przydarzyło.” I tam straciłam tę szansę, bo może ta rana, którą miała, mogłaby się zagoić.
No cóż, jedna rana mniej, nie tylko ta fizyczna, prawda? Ból neuropatyczny, powiedzieć trzeba, że bierze już morfinę i fentaminę, fentamil, fentanyl, w plastrze i tysiące leków, prawda? Przy okazji bierze pewien lek, jednym z jego objawów ubocznych jest to, że masz bardzo dużą ochotę się zabić, ale nie chcieli go zmienić. Nie chcieli zmienić, ale cóż, to już walka, którą, bez względu na to ile razy chciałam to powiedzieć i zmienić, skoro ona jest pełnoletnia, w końcu nie wiem, czy to właściwe czy niewłaściwe.
I chciałam też dodać, że zrobiliśmy wszystko, każdy w miarę możliwości. Jutro będziemy, kto ona zechce żeby był, bo w końcu ona decyduje, kto ma być przy eutanazji, kto ma iść na pogrzeb. Wiemy, że chce prywatności, kameralnie, nie chce żeby na pogrzeb przychodził ktoś inny niż rodzina, czyli jej siostry, jej ojciec, no cóż, nie wiem, do ostatniej chwili, eh, uwaga, [westchnienie] jej babcia.
Ja i nikt więcej. I dziś, no cóż, muszę też dodać jedną rzecz, jeśli pozwolicie. Mam w ręku Biblię, bo chociaż nie jestem katoliczką, jestem chrześcijanką i modliłam się każdego dnia. Ah, i dziś dotarło do mnie westchnienie, westchnienie od ludzi przez pewien kontakt. Dedykuję to Noelii, bo to moje ostatnie słowa. Noelia, to jest dla ciebie, bo ja już nic więcej nie mogę zrobić. Więc przeczytam ci ten tekst na wszelki wypadek, na wypadek gdyby drżały mi ręce.
Pewna osoba napisała w e-mailu przez kontakt i powiedziała: „Jestem taki i taki. Wiem, że to już ostatnia chwila, ale czy jest jakaś kwota pieniędzy lub wsparcie, które mógłbym zaoferować bezpośrednio Noelii i jej rodzinie, aby pomóc jej odłożyć tę decyzję. Może ze znaczną kwotą pieniędzy i wsparciem mogłaby zacząć budować swoje życie krok po kroku. Jestem gotowy zaoferować wszystko, co w mojej mocy, aby otrzymała potrzebną pomoc fizyczną i psychologiczną bez względu na koszt. Pozdrawiam, James.” [Chodzi o Jamesa Rhodes]
Potem mamy też, eh, z ***, eh, eh, zobaczymy czy mogę to przeczytać. „Powiedzcie jej, że mam duże mieszkanie i dwa samochody i jestem też gotowa zapłacić jej w Barcelonie za wynajem dla niej i jej matki oraz pomoc psychologiczną i psychiatryczną wielu terapeutów”.
Do Ciebie, Noelia. To moje ostatnie słowa. Jeśli mnie oglądasz, to na wszelki wypadek, na wypadek gdybyś chciała. Bo wiem, że mnie oglądasz, bo ostatnie co mogę dla ciebie zrobić, to żeby wyszło to od ciebie. Jeśli wyjdzie od ciebie, bez tego żeby ktoś odbierał ci tę eutanazję, ale jeśli wyjdzie od ciebie i ty tego chcesz, to jestem tu z tobą. Tak jak będę przy tobie w złym, tak będę też przy tobie w tym, co bardzo dobre.
Słuchajcie, wiele razy Javi i Noelia chodzili w weekendy jeść do mojej mamy, bo w końcu no cóż, był zięciem, prawda? I chodzili wiele sobót jeść i jadła krokiety babci i melon, co jest jednym z ulubionych dań Noelii.
Babcia od kilku dni czuje się źle, też płacze po kryjomu, bo to wiem, znam ją, i miała wiele telefonów, wiele wiadomości. To są trudne chwile dla wszystkich i czekają nas złe momenty na końcu, bo cóż, to jej ulubiona wnuczka. Tak samo kocha obie, Noelię i Yoli i Sheilę, ale zawsze miała słabość do Noelii, bo Noelia zawsze była łobuzem, była bardzo ruchliwa i to właśnie podoba się mojej mamie w końcu, taka ruchliwa dziewczynka, która nie siedzi spokojnie, no cóż, która nie siedziała spokojnie, która wybiegała na plażę, Noelia, stój, Noelia, chodź tu, Noelia, to, Noelia, chcesz przyjść? I to właśnie zawsze oczarowywało moją mamę, prawda? Eh, Noelia, jej Noelia. I wtedy, jasne, eh, jej Noelia jest jej Noelią i ma do niej słabość.
Krokiety przywoziła jej nie raz. Ona sama fizycznie nie przyjeżdża wiele razy, bo słabo widzi. I przeprawa z Cunita Sampera z góry jest, jest taka łatwa, prawda? Ale tak, przywoziła jej je i przyjeżdżała wiele razy.
Idę teraz do szpitala. Już do jutra będzie żegnać się z córką. Będzie przy niej.
Nie wiem. Teraz porozmawiamy i zobaczymy, czy wysłuchała tego, co jej powiedziałam. Wiem, że ona nie chce. Jasne, ona chce swojej eutanazji. Już jest przy swojej eutanazji i wiem o tym, ale cóż, musiałam powiedzieć te słowa, bo proszę mi powiedzieć, Yolanda, naprawdę, czy jest pani… Jasne, byłoby jasne, gdyby moja Noelia zmieniła zdanie i powiedziała, że chce spróbować jeszcze raz, że daje mi jakiś czas, bo to byłoby, wiem, że gdyby to zrobiła, zrobiłaby to dla mnie. Jestem prawie pewna. Jestem prawie pewna, że zrobiłaby to, żeby zobaczyć, co by było. Żeby zobaczyć, co by było.
Ale mam to „nie”, tego „nie” nie mam, ale ja nie stracę nadziei. Chcę wiedzieć i zobaczyć, co się stanie.
Słuchajcie, wytłumaczę wam. Eh, rozstałam się, kiedy moja najstarsza miała 14 lat, nastolatka. 14, 15. Dokładnie nie pamiętam. No cóż, Sheila miała, najmłodsza miała trzy lata, a moja Noelia miała pięć. No dobrze, rozwiodłyśmy się, rozwiedliśmy się w 2009 roku. Rozstanie było bardzo trudne, bo on zmusił mnie do zrobienia trzech wersji roboczych, bo nie chciał, nie chciał się rozwodzić, prawda? Odkładał to wiele razy, prawda? Więc, bo były takie małe, eh, szczerze, eh, no cóż, słuchajcie, eh, w końcu też nie szło nam tak źle. Tak, były złe okresy. Były złe okresy, kiedy byliśmy jak pies z kotem, ale były też dobre okresy, bo hm eh ja, na przykład, kiedy były urodziny którejś z dwóch albo trzech, albo nawet moje w Wigilię, zawsze starałam się, przynajmniej ja, bo to nie on był głową rodziny, tylko ja, chciałam starać się, żeby te urodziny się odbyły, żeby te Święta, które były obchodzone w domu mojej mamy, się odbyły.
Bo on zawsze był w domu mojej mamy, na Święta, latem, nawet jak byliśmy rozdzieleni. Potem były złe okresy i rzucaliśmy w siebie talerzami albo co tam chcecie, ale zawsze starałam się ja, wiecie? W sierpniu urządzaliśmy wspólne wakacje, żeby pokazać dziewczynkom pewien obraz rodziny. No cóż, ja nie miałam partnera, on też nie miał partnerki i dlaczego nie, i dlaczego nie. On był w swoim domu, ja byłam w swoim, mieliśmy takie rozstanie, no nie wiem, dlaczego nie spędzić eh no jakiegoś weekendu razem? Nie wiem, jakiś dom wiejski albo cokolwiek, prawda?
Eh, ale jasne, kiedy już zaczęło mu iść źle, kiedy zaczął schodzić na złą drogę, prawda? Bo już po alkoholu wziął się za hazard, wtedy właśnie zaczął nie płacić za mieszkanie, które mamy, bo on płacił alimenty na dziewczynki. To tak, eh, to tak jest naprawdę. Płacił to do pewnego momentu. Więc kiedy już zaczął przestawać płacić hipotekę, sprawy zaczęły iść źle. Ja zaczęłam pracować, płaciłam swoją część, która wynosiła 420, ale jeśli on nie płacił swojej części, to bank mówił: „No cóż, co tu się dzieje, prawda? Nawet jeśli ty płacisz swoją część, a on nie płaci swojej, to w końcu to jest hipoteka was obojga.” Straciliśmy mieszkanie i ja jako wynajem socjalny dostałam je, bo miałam dwie małe córeczki i no cóż, jakoś daliśmy radę, aż przyszedł moment, że już nie, już nie, już mi zarekwirowali więcej, jeszcze dalej odcięli mi prąd, co było wtedy, gdy dziewczynki poszły mieszkać do sklepomieszkania, które on miał.
No cóż, to była nora bardziej niż mieszkanie, bo to był parter, to była nora i właśnie wtedy on już przestał mm być człowiekiem, już nie był człowiekiem, bo on już robił co chciał, prawda? Już nawet nie pracował. Zostawił długi swoim pracownikom, których miał, przestał dbać o mieszkanie w tym sklepomieszkaniu, do którego on, bo zajmował się remontami, do którego on eh, to był chaos. Więc mi już zarekwirowali mieszkanie i musiałam iść mieszkać do pokoju, prawda?, w Barcelonie. Potem, jasne, żeby zdobyć pracę, pomogła mi moja najstarsza córka w tym w tym pokoju i potem już zaczęłam pracować na etat i odzyskałam to mieszkanie jeszcze raz po roku, odzyskałam je.
I to wszystko jest proces, w którym to ja zadzwoniłam do opieki społecznej. Czyli nie zabrali mi córek, nie, nie zabrali mi ich. Niech się ludzie mylą, to ja, bo ja zadzwoniłam, ja doniosłam na mojego byłego męża, podczas gdy eh moje córki mieszkały ze szczurami. Eh, mój mąż przychodził o trzeciej, o czwartej w nocy, moje córki, ja przychodziłam od czasu do czasu i robiłam pranie w pralniach przemysłowych, nosiłam im, bo pracowałam wcześniej w małym domku, w domku pewnej staruszki i zabierałam z tego domku staruszki, którą się opiekowałam, zabierałam jedzenie, żeby dawać je wieczorami moim córkom.
Więc kiedy to wszystko zobaczyłam, powiedziałam sobie: „Ja mieszkam w pokoju.” Albo były chwile, że mieszkałam tu, ale nie miałam prądu. Więc powiedziałam sobie, to donoszę. Doniosłam do Mossos d’Esquadra, do policji lokalnej i do pracownika socjalnego, bo tak mi powiedzieli Mossos. Ten pracownik socjalny. Musisz zabrać córki stamtąd, bo jeśli szczur ugryzie którąś z twoich córek, to będzie straszne. I zrobiłam to. Mam doniesienia. Więc to właśnie zrobiłam. Więc to ja ostrzegłam i powiedziałam, mm, chcę żeby zabrali moje córki stamtąd, proszę zabrać, bo nie może tak być, wolę żeby były gdzieś indziej. Więc skontaktowałam się z jedną z jego sióstr. Powiedziałam jej: „Weź je, weź je na jakiś czas.
Musiała spędzić trochę czasu w domu dziecka. No cóż, byłyśmy w osobnych mieszkaniach. Moja starsza córka, Yoli, mieszkała 5 minut drogi i kiedy dawali nam przepustki żeby wychodzić, szłyśmy do jej domu na podwieczorek.
Tak. No cóż, terapia rodzinna, nie, nie. Javi nie jest od terapii, czyli on, na przykład, jest alkoholikiem i nigdy tego nie przyznał, podczas gdy my cztery byłyśmy na terapii. Eh, przez to chcę powiedzieć, że pozostałe zostałyśmy w jakiś sposób dotknięte i rozumiecie, czyli że on nie zgodziłby się na terapię rodzinną. Byłabym zaskoczona i chciałabym, gdyby Noelia nadal żyła, zrobić terapię rodzinną. Przyjęłabym to z radością, bo nie tylko skrzywdził jedną córkę, myślę, że wszyscy byśmy się uzdrowili, bo ja od 14 lat odkąd byłam jestem z nim, też mnie skrzywdził i nadal noszę tę krzywdę, prawda? Więc to też może przekazywać, przenosi się trochę tej krzywdy na moją córkę, prawda? Nie, nie, nie chcę mówić że nie. I byłoby dobrze, byłoby bardzo dobrze, ale teraz już teraz można. Oby Noelia to usłyszała. Oby.
Noelia Castillo Ramos z Barcelony, lat 25
Noelia Castillo Ramos urodziła się 14 listopada 2000 roku w Barcelonie. Jej rodzicami byli Gerónimo Castillo i Yolanda Ramos, Noelia miała starszą i młodszą siostrę.
Gdy Noelia miała 13 lat, jej rodzina straciła dom z powodu problemów finansowych. Ojca opisuje jako osobę z problemami z uzależnieniami (alkohol, hazard). Noelia trafiła pod opiekę służb społecznych Katalonii. W systemie opieki instytucjonalnej przebywała od lipca 2015 do lutego 2019 roku, kiedy jako pełnoletnia dobrowolnie go opuściła. Od 13. roku życia pozostawała pod opieką psychiatryczną, bez znaczącej poprawy.
Noelia doświadczyła trzech epizodów przemocy seksualnej, których nigdy nie zgłosiła na policję. Pierwszy to wykorzystanie przez byłego partnera, gdy spała. Drugi to próba gwałtu przez dwóch mężczyzn w klubie nocnym. Trzeci, najcięższy, grupowy gwałt dokonany przez trzech mężczyzn w lokalu rozrywkowym. Kilka dni po tym ostatnim zdarzeniu, 4 października 2022 roku, Noelia podjęła próbę samobójczą, skacząc z piątego piętra budynku.
Ważna uwaga faktograficzna: Lider partii Vox, Santiago Abascal, rozpowszechniał twierdzenia, że Noelia została zgwałcona przez nieletnich migrantów bez opieki („menas”) w ośrodku opiekuńczym. Sama Noelia zaprzeczyła temu w wywiadzie: wskazała, że gwałt miał miejsce w klubie nocnym i nie opisywała narodowości sprawców.

Nieodwracalne obrażenia i codzienne cierpienie
Noelia przeżyła upadek, lecz doznała całkowitego, nieodwracalnego uszkodzenia rdzenia kręgowego, które spowodowało: pełną paraplegię (całkowitą niemożność poruszania się od pasa w dół), przewlekły ból neuropatyczny (plecy i nogi), niepoddający się leczeniu, nietrzymanie moczu i kału (cewnikowanie co 6 godzin), niemal całkowitą zależność funkcjonalną od osób trzecich we wszystkich czynnościach dnia codziennego, orzeczenie o 74% niepełnosprawności.
Rehabilitację przeszła w Institut Guttmann w Badalonie, wiodącym katalońskim ośrodku urazów rdzenia kręgowego. Jej stan nie uległ poprawie. Już w trakcie rehabilitacji wyrażała pragnienie zakończenia cierpienia. Ostatecznie przebywała w ośrodku społeczno-opiekuńczym przy Hospital Sant Camil w Sant Pere de Ribes pod Barceloną.
Do obrażeń fizycznych dochodziły wcześniejsze diagnozy psychiatryczne: zaburzenie obsesyjno-kompulsywne (OCD) oraz zaburzenie osobowości typu borderline (BPD). Sześcioro lekarzy potwierdziło jednak, że Noelia zachowywała pełną zdolność poznawczą i decyzyjną. Nie stwierdzono u niej deficytów poznawczych, zaburzeń myślenia ani stanów dekompensacji wpływających na świadomość jej decyzji. Miała normalne IQ, a swoją wolę wyrażała konsekwentnie przez ponad dwa lata.
601 dni walki sądowej: od wniosku po Strasburg
10 kwietnia 2024 roku Noelia formalnie złożyła wniosek o eutanazję do Comisión de Garantía y Evaluación de Cataluña (CGAC) — niezależnego organu oceniającego wnioski eutanazyjne w Katalonii. Wcześniej, przez około rok, lekarze monitorowali jej ewolucję i stan psychiczny.
18 lipca 2024 roku CGAC jednogłośnie zatwierdziła jej wniosek, potwierdzając: „nieodwracalną sytuację kliniczną”, „ciężką zależność”, „przewlekły, obezwładniający ból i cierpienie” oraz spełnienie wszystkich wymogów ustawy LORE. Noelia stała się szóstą pacjentką psychiatryczną w Katalonii, której zatwierdzono eutanazję.
Blokada sądowa ojca
Eutanazję wyznaczono na 2 sierpnia 2024 roku. Na dzień przed procedurą ojciec Noelii, Gerónimo Castillo, wsparty przez ultrakatolocką organizację Abogados Cristianos (Adwokaci Chrześcijańscy, reprezentowaną przez prawnika José Maríę Fernándeza), uzyskał sądowe wstrzymanie procedury. Argumenty ojca obejmowały: brak zdolności decyzyjnej córki ze względu na zaburzenia osobowości, niedostateczne obiektywne dowody na cierpienie, obowiązek państwa do ochrony jej życia, oraz konieczność wyczerpania protokołów leczenia psychiatrycznego przed eutanazją.
Rozpoczęła się trwająca 601 dni batalia Noelii o uszanowanie jej decyzji. Apelację ojca musiało jednak odrzucić kilka instancji, aby cierpienie Noelii się skończyło: Juzgado de lo Contencioso-Administrativo nº 12 w Barcelonie, Tribunal Superior de Justicia de Cataluña (TSJC) (wrzesień 2025), Tribunal Supremo (Sąd Najwyższy) (29 stycznia 2026), Europejski Trybunał Praw Człowieka (ETPC) (10 marca 2026).
Abogados Cristianos złożyli także zawiadomienie karne przeciwko członkom CGAC i lekarzom zatwierdzającym wniosek (zarzucając fałszowanie dokumentów publicznych i prewarikację) oraz wielokrotne wnioski o natychmiastowe środki zabezpieczające, ostatni oddalony 25 marca 2026, dzień przed eutanazją.
Między zatwierdzeniem wniosku a wykonaniem procedury upłynęło 601 dni: niemal dwa lata wymuszonego oczekiwania.
Śmierć Noelii: 26 marca 2026, od godziny 18:00
Noelia odeszła w swoim pokoju, w Hospital Residencia Sant Camil w Sant Pere de Ribes. Ostatecznie zdecydowała, że będzie sama, wyłącznie z lekarzem prowadzącym. Postanowiła, że ubierze się w najładniejszą sukienkę i zrobi sobie makijaż. Trzymała przy sobie cztery ulubione fotografie z dzieciństwa. Przynajmniej w tym jednym momencie w życiu miała całkowitą kontrolę nad swoim ciałem i losem.
Odeszła po godzinie 18.00. Rodzina otrzymała informację z potwierdzeniem jej śmierci o godzinie 20.00.
Debata, którą wywołała jej historia, dotyczy nie tylko prawa do śmierci, lecz głębszego pytania o to, jak państwo chroni najsłabszych, zanim stają przed ostatecznym wyborem. Ile jest nie tylko w Hiszpaniii, ale wszędzie, na świecie, dziewcząt i kobiet, które żyją na granicy życia i śmierci, uginają się pod ciężarem przemocy seksualnej i nie tylko seksualnej ze strony mężczyzn?
Ile jest rodzin, w których dzieci pozbawione są troski, które nie otrzymują żadnego wsparcia mimo ewidentnych problemów i zwyczajnego ubóstwa?
Hiszpańska ustawa o eutanazji, ramy prawne z 2021 roku
Hiszpania zalegalizowała eutanazję Ustawą Organiczną 3/2021 z 24 marca 2021 (LORE), uchwaloną przez Kongres Deputowanych stosunkiem głosów 202 za, 141 przeciw. Ustawa weszła w życie 25 czerwca 2021 roku, czyniąc Hiszpanię siódmym krajem na świecie (i czwartym w Europie) legalizującym eutanazję.
Wymogi dostępu obejmują: pełnoletniość, obywatelstwo lub legalny pobyt w Hiszpanii powyżej 12 miesięcy, zdolność decyzyjną, ciężką i nieuleczalną chorobę LUB ciężki, przewlekły i obezwładniający stan zdrowia powodujący stałe, nieznośne cierpienie fizyczne lub psychiczne bez rozsądnej perspektywy poprawy. Procedura wymaga dwóch pisemnych wniosków rozdzielonych minimum 15 dniami, opinii dwóch niezależnych lekarzy, zatwierdzenia przez regionalną Comisión de Garantía y Evaluación, a pacjent może wycofać wniosek w dowolnym momencie.
Procedura medyczna trwa około 15 minut i obejmuje trzy leki podawane dożylnie: midazolam (anksjolityk zmniejszający świadomość), propofol (1 gram — dawka wywołująca głęboką, nieodwracalną utratę przytomności), oraz lek zwiotczający mięśnie typu kurara (atrakurium, cisatrakurium lub rokuronium) powodujący zatrzymanie oddechu. Dzięki głębokiej anestezji nie występuje subiektywne uczucie duszenia się.
Statystyki realizacji prawa: od 2021 do końca 2024 roku złożono 2 432 wnioski, z których 1 123 (46%) zakończyły się eutanazją. Co niepokojące, 33% wnioskodawców w 2024 roku zmarło zanim ich wniosek rozpatrzono. Katalonia przewodzi statystycznie: 142 eutanazje w 2024 roku, wskaźnik na 100 000 mieszkańców wynoszący 3,78 (dwukrotność madryckiego 1,84). Jedynie 3 przypadki w 2024 dotyczyły osób poniżej 30 lat. Przypadek Noelii był pierwszym, który trafił na drogę sądową od wejścia ustawy w życie.
Historia Noelii Castillo Ramos ustanowiła kilka precedensów prawnych w Hiszpanii. Po pierwsze, potwierdził, że sprzeciw rodzica nie może uchylić autonomicznej decyzji pełnoletniego pacjenta o dostępie do eutanazji. Po drugie, był pierwszym przypadkiem sądowego zaskarżenia zatwierdzonej eutanazji od momentu wejścia ustawy LORE w życie. Po trzecie, potwierdził dopuszczalność eutanazji przy ciężkim cierpieniu psychicznym połączonym z przewlekłym stanem fizycznym, nie wyłącznie w przypadkach chorób terminalnych.
Tekst: Marta Róż

